O włos od dna, niestety
Gdy Wisła strzeliła bramkę Barcelonie, nawet w warszawskim pubie, który ponoć jest zasadniczo miejscem, gdzie występy swojej drużyny oglądają fani stołecznej Legii, rozległy się niemrawe oklaski. I ja się cieszyłem, bo naprawdę chciałbym dożyć chwili, gdy polska drużyna będzie się bić z najlepszymi o punkty, a nie - jak wczoraj - o pietruszkę. Niechby nie była z Warszawy, byle by była w ogóle.
Ale chwila radości była krótka. Polski sport w Pekinie - a polska piłka w szczególności na Ukrainie - sięgnął w ostatnim czasie alkoholowego dna. Drobny i wątpliwy sukcesik Wisły, która i tak nie miała szans na awans tego faktu nie zmienia. Zmienia co innego - tak, jak działacze PKOl mówią o progresie, bo mieliśmy dużo czwartych miejsc, tak pieprzyć będą działacze PZPN i spora część otumanionych (przez delikatność nie piszę czym) komentatorów. Wśród nich być może i ci, którzy popili z naszymi reprezentantami i pewnie chwalą się tym teraz między kolegami.
Progres. Znów jest. Z 0:4 na 1:0 - ukryć nie sposób. Jest. I znów zamiast jebnąć o sportowe dno z całą mocą polski sport, niczym pijak, co nigdy sobie krzywdy nie zrobi, się odbił.
Cała nadzieja w drużynie San Marino. Tylko czy podoła presji?
PS: A tymczasem kilka tygodni po tym, jak ze stanowiska w Narodowym Centrum Sportu poleciał Michał Borowski harmonogram prac przy realizacji tego obiektu po raz pierwszy się wysypał. Pani Hania i koledzy z "Dziennika" muszą być z siebie dumni.
Ale chwila radości była krótka. Polski sport w Pekinie - a polska piłka w szczególności na Ukrainie - sięgnął w ostatnim czasie alkoholowego dna. Drobny i wątpliwy sukcesik Wisły, która i tak nie miała szans na awans tego faktu nie zmienia. Zmienia co innego - tak, jak działacze PKOl mówią o progresie, bo mieliśmy dużo czwartych miejsc, tak pieprzyć będą działacze PZPN i spora część otumanionych (przez delikatność nie piszę czym) komentatorów. Wśród nich być może i ci, którzy popili z naszymi reprezentantami i pewnie chwalą się tym teraz między kolegami.
Progres. Znów jest. Z 0:4 na 1:0 - ukryć nie sposób. Jest. I znów zamiast jebnąć o sportowe dno z całą mocą polski sport, niczym pijak, co nigdy sobie krzywdy nie zrobi, się odbił.
Cała nadzieja w drużynie San Marino. Tylko czy podoła presji?
PS: A tymczasem kilka tygodni po tym, jak ze stanowiska w Narodowym Centrum Sportu poleciał Michał Borowski harmonogram prac przy realizacji tego obiektu po raz pierwszy się wysypał. Pani Hania i koledzy z "Dziennika" muszą być z siebie dumni.
[zczuba]Marek Zieńczuk napadnięty przez rozemocjonwanego dziennikarza, krzyczącego o przechodzeniu do historii spokojnie odpowiedział, że do historii przeszliby, gdyby awansowali go Ligi Mistrzów.[/zczuba]
OdpowiedzUsuńI to w zasadzie wszystko na ten temat.
Włączyłem sobie sopcasta i przez cały mecz miałem polewkę. Te okrzyki, ten entuzjazm, to pierdolenie o historycznej chwili, o wspaniałym meczu, o "jaką to drużynę zbudował Skorża", o chujumujudzikiewęże. Ojajebię...
Haaaalooo!
4:1
Zdobyliśmy honorową bramkę.
That's all. That's fuckin' all.
Nie zakrztuście się tym, kurwa, Sukcesem.
Cała nadzieja w Kolejorzu ;)
OdpowiedzUsuń