Pomarańczowa sobota

W sobotę Polska gra z Belgią w meczu, który może nam dać historyczny, bo pierwszy w historii tych rozgrywek, awans do Euro (2008). Za cztery lata grać będziemy i tak, jako - miejmy nadzieję - gospodarze, ale teraz biało-czerwoni mają szansę mieć to z gry. Na dwa mecze przed końcem eliminacji są pierwsi w grupie i naprawdę trudno im będzie to spieprzyć.
A klucz do sukcesu pochodzi z pomarańczowej Holandii i nazywa się Leo Beenhakker. I nawet jeśli naszym - w co nie wierzę - podwinęłaby się noga, to zmian które się w polskiej piłce zaczęły dokonywać za jego czasów cofnąć się już nie da. Wyciągam więc z biurka pomarańczową wstążkę z czasów ukraińskiej rewolucji, do czego i Państwa namawiam. Brazylią - ani nawet Holandią - jeszcze nie jesteśmy, ale polska piłka zdaje się powolutku odbijać od dna, Polacy grają w całej Europie, w coraz lepszych klubach, są jaskółki zmian, które cieszyć muszą, nawet jak ktoś średnio interesuje się piłką. Zatrudnienie holenderskiego trenera uruchomiło te zmiany - i właśnie dlatego bez względu na wynik sobotniego meczu, warto mu podziękować.
A pomarańczowego koloru nigdy przecież za wiele :)
Obrazek pomarańczowej wstążki (która ma wiele znaczeń) pochodzi z Wikipedii. Trzeba będzie dopisać nowy punkt.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńo- Leo Leo Leo -leeee
OdpowiedzUsuńOranjeee!
Oranjeee!
;-)
ja już kiedyś widziałem taki mecz z Belgami, było 3:0. Nie wiem po co oni to powtarzają? Zagraliby z kimś z kim jeszcze nie graliśmy ;)
OdpowiedzUsuń