Instagram

29 marca 2008

42 procent Polaków korzysta z internetu

Pod domem stoi trzech facetów. Jeden młody, ale dwaj pozostali spełniają stereotyp starszego prażanina jak się patrzy. Widać, że za kołnierz nie wylewają i w ogóle stanie na tym winklu zdaje się być ich głównym zajęciem. Mijam ich kilka razy nosząc rzeczy z samochodu, więc siłą rzeczy słyszę kolejne urywki rozmowy:

- A co masz w HD?
- ...
- To po co takie głupie film ściągasz?
(...)
- Kupiłem wypalarkę właśnie.
- Za ile?
- 120.
- To pewnie lajtona jakiegoś albo eldżi?
(...)
- Szyna ma 1330.
(...)
- A kartę graficzną jaką masz?
- 8800.
- GT czy GTX?

Praga też jest w globalnej wiosce :)

Zostałem feministą

Rozmawiamy dziś z panem Karolem, który ostatnio dowiedział się, że jest feministą. Panie Karolu, jak to się stało?

- Właściwie trudno powiedzieć. Moja dziewczyna, wie pani, ona robi drugi kierunek studiów. Więc ona poszła do biblioteki, a ja chciałem tylko ogarnąć biurko i brudne ciuchy z podłogi.

Tak to się zaczęło?

- Tak, w sumie dość niepozornie, wręcz niegroźnie. To może się przytrafić każdemu.

I co było potem?

- Starłem kurze, pozmywałem, nastawiłem pranie i zorientowałem się, że to się stało. Nawet nie wiem kiedy, całkiem niepostrzeżenie.

Jak pan zareagował?

- W pierwszej chwili poczułem się bardzo nieswojo. Postanowiłem podzielić się tym z przyjaciółmi. Okazało się, że to spotkało nie tylko mnie.

To chyba było pocieszające?

- Na pewno. No a potem zorientowałem się, że tak naprawdę nic się w moim życiu nie zmieniło.

Czyżby?

- Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie jest. Nadal mogę oglądać mecze i pić piwo z kolegami. Zresztą piwo piję nawet, gdy sprzątam, więc właściwie można powiedzieć, że mam więcej czasu na takie drobne przyjemności.

Czy myśli pan, że bycie feministą może stać się trendy?

- Uważam, że każdy powinien tego spróbować.

;)

27 marca 2008

Wsiowy urzędnik

Pisałem tu kiedyś o tym projekcie i o jego niekwestionowanym sukcesie, czuję się więc w obowiązku, by powrócić na plac Grzybowski raz jeszcze.

Jest tak samo, jak z palmą, tylko bardziej. Sukces jest większy i właściwie bezsporny, dotleniacz odzyskał smutny, brudny plac Grzybowski dla warszawiaków, a w szczególności dla mieszkańców najbliższej okolicy. Spór jest większy, bo pomysłów na przyszłość placu jest całe mnóstwo, niektóre zresztą opisywałem.

Kilka tygodni temu usłyszałem, że o przyszłości placu zdecydują sami warszawiacy, a odbędzie się to w drodze konsultacji społecznych. Nie zdążyłem wyrazić swojego entuzjazmu, nie zdążyłem napisać, że to kolejny sukces Joanny Rajkowskiej, która z uporem maniaka kruszy swoimi przekornymi pomysłami urzędniczy beton i - chyba trochę wbrew własnym intencjom - uprawia sztukę zaangażowaną w walkę o podstawowe mechanizmy demokracji.

Nie zdążyłem, bo oto jeden z miejskich urzędników, zajmujący się estetyką Tomasz Gamdzyk, którego miałem do tej pory za rzeczowego człowieka, powiedział że miasto dotleniacza nie chce, bo jest wsiowy (dodam, że w pełni zgadzam się z komentarzem Tomka Urzykowskiego pod tym tekstem).

Miasto pokazało gdzie ma swoich mieszkańców, nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz. Ręce opadają. Joanna Rajkowska dzielnie walczy dalej. A ja to linkuję, by dać wyraz poparcia. Wciąż mam nadzieję, że dotleniacz wróci.

------------------------------{ e d i t }------------------------------

Inni na ten sam temat:
------------------------------{ e d i t 01_04_2008 }------------------------------

Mam nadzieję, że to nie żart - Tomasz Gamdzyk całkiem poważnie i całkiem sensownie odpowiada dziś w Stołku Joannie Rajkowskiej.

25 marca 2008

South Park za darmo

Plotka stała się ciałem, a w ulubionych ląduje nowy link - od wczoraj w sieci można oglądać South Park w całości i za darmo. Pierwsze komentarze wskazują, że strona jeszcze zdradza pewne niedociągnięcia, ale to pewnie przejściowe. A zatem, Panie i Panowie, 11 sezonów i kolejne odcinki w dniu premiery telewizyjnej do Waszej dyspozycji!

24 marca 2008

Praskie Grand Prix

Zameldowałem właśnie swojemu szefowi, że jutro przed pracą mam do załatwienia dwie z pozoru drobne sprawy - muszę pójść na pocztę i do biura obsługi klienta firmy Aster.

Szef pokiwał głową ze zrozumieniem, bo jak to jest w BOK-ach Aster wie większość warszawiaków. Ogonek starszych osób, które płacić chcą koniecznie w okienku ustawia się przed nimi na długo przed nieprzyzwoicie późną i przeraźliwie niepraktyczną godziną otwarcia. Nie ma właściwie pory, o której można tam coś załatwić z marszu, a czasem trzeba.

Mnie jednak bardziej niepokoi wizyta na poczcie przy placu Hallera. Byłem na niej dwa razy, kiedyś w okolicznościach, których nie potrafię odtworzyć kupowałem tam jakieś znaczki, a ostatnio odbierałem tam przesyłkę poleconą. Było to interesujące doświadczenie, ludność miejscowa dokonała bowiem rzeczy dość niezwykłej. Udało jej się całkowicie zanarchizować system numerków sterujących kolejką.

Już na wejściu widać, że coś jest nie tak - w środku siedzi mnóstwo ludzi, z których spora część w ogóle nie przejawia zainteresowania podstawową działalnością poczty. Raczej spędzają tam czas zagadując do innych petentów. A zagadywać jest do kogo, bowiem kto raz wejdzie do środka, raczej szybko wnętrza nie opuści.

Pobrałem numerek. Przede mną 59 osób. Pobrałem drugi, z opisem dającym nadzieję, że z odrobiną asertywności też wydadzą mi tam co moje. 35 osób. Szybki rzut oka na salę pozwolił jednoznacznie stwierdzić, że co najmniej połowa tych osób poddała się i poszła do domu. A na świetlnych tablicach szaleństwo liczb zupełnie nie związanych z tym, co na moich karteczkach. Ja mam 3xx, tam jest dopiero 1xx. Tu mam 7xx, a wyświetla się 9xx. To tak, jak bym włączył transmisję wyścigu formuły 1 pod sam koniec - dłuższą chwilę musiałem się zastanowić, czy to Kubicę dublują, czy też on dubluje. A i tak nie doszedłem do tego, który jestem.

W tym bałaganie kwitną zjawiska pogłębiające absurd. Ktoś zbiera numerki, przegląda w poszukiwaniu niższego, wynajduje stare (z przed dublowania), co nie jest trudne, bo wala się ich wszędzie jakaś kosmiczna ilość. Jakby ktoś z nudów drukował całe setki.

Po chwili rozpaczliwego gapienia się na tablicę poszedłem i ja do domu. Wziąłem prysznic, zjadłem kolację i za kwadrans 20 zszedłem na pocztę raz jeszcze. Na tablicy pokazał się akurat numerek podobny do mojego, więc wiele nie myśląc podszedłem do okienka, zamachałem karteczką przed oczami osób ustawiających się z boku do wrogiego przejęcia miejsca w kolejce i cudem jakimś z marszu odebrałem swoją paczkę. Zdublowałem peleton, wyprzedziłem liderów, zakasowałem konkurencję i zaskoczyłem sędziów.

Ale co będzie jutro rano?

PS: Nie jest moją intencją obrażanie Prażan, ani udowadnianie na siłę, że azjatycki brzeg Wisły to jakaś obca planeta. Czuję się tu coraz lepiej, ale pewnych różnic, smaczków i klimatów nie sposób nie zauważyć. Tej smakowitej, praskiej egzotyce dedykuję zatem nowy tag "praskie obrazki", który mam nadzieję będzie się rozwijał.

06 marca 2008

Porzuciłem blagie i przeniesłem siem na Pargie...

Bardzo mnie cieszy, że mimo różnych dygresji wciąż najobszerniejszym tagiem na blogasku pozostaje „Moja Warszawa”. I mam poczucie, że przeprowadzka, zwłaszcza na azjatycki brzeg Wisły, nie może nie zostać odnotowana. Problem w tym, że nie bardzo jest o czym pisać; poszło gładko, okolice placu Hallera przypominają Muranów, tramwaje są, internet też już tam mają, także ogólnie przenosiny wyszły dość płynnie. A że dosypują tam czegoś do powietrza i od początku tygodnia budzę się o godzinach tak wczesnych, że ich istnienia nawet nie podejrzewałem, w dodatku świeży i pełen energii, nawet nie mam okazji przyjrzeć się lokalnemu kolorytowi, który za pewne wychodzi na wierzch nieco później. No ale fakt jest faktem - pokonałem psychologiczną barierę i przynajmniej na jakiś czas stałem się mieszkańcem Pragi :)

©
Jeśli chcesz wykorzystać jakiś materiał z tej strony, pamiętaj o podaniu źródła.
--
Obrazek Małego Powstańca na deskorolce autorstwa Jerzego Woszczyńskiego wykorzystałem dzięki uprzejmości autora.
--
Szablon: Denim by Darren Delaye.