Instagram

24 września 2007

Popkultura historyczna 2 (Halo 3)

Tak się jakoś składa, że notki układają mi się w cykle. Po "Bohaterach tygodnia" przyszedł czas na rozprawienie się z tematem historii w wydaniu pop. Kolejnego pretekstu dostarcza właśnie kampania promocyjna gry "Halo 3".

Trudno powiedzieć, z ilu dokładnie elementów się ona składa - widziano np. ludzi, którzy pod sklepami nawoływali, by uwierzyć. "Uwierz" to główne hasło promujące grę, która sama w sobie nie jest szczególnie oryginalna. Rzecz dzieje się w przyszłości i opowiada o walce Ziemian
z kosmitami.



Na stronie gry podziwiać można wirtualny pomnik bohaterów wojny, którą przyjdzie nam stoczyć za pięć wieków - gigantyczną "stopklatkę" z pola walki:


a w sieci filmy o tym, jak powstawał monument:


W telewizji można zobaczyć wspomnienia weteranów:


A od kilku dni polem promocji stały się ulice miast, także polskich (wiem o Krakowie i o Warszawie). Na ścianach kamienic i przejść podziemnych pojawiły się udające marmur tablice, a na nich napis:


Moja pierwsza reakcja? Byłem poruszony tablicami i filmami, bo rzecz zrobiona jest niezwykle wiarygodnie. Weterani Powstania Warszawskiego, z którymi miałem okazję rozmawiać, bardzo podobnie reagują, gdy dziś przychodzi im oglądać niemiecką broń, np. w czasie widowisk historycznych. I bardzo często podkreślają, jak wiele wart był wtedy jeden pistolet. Więcej, niż życie.

Czy po takie skojarzenia wolno sięgać w reklamie gry, w której, powiedzmy to sobie szczerze, trudno doszukiwać się szczególnej wartości, nazwijmy umownie, edukacyjnej? To czysta rozrywka. I początkowo nie dorabiałem do tej kampanii żadnej ideologii, choć pomysł od razu poruszył tę strunę, w którą celował. Usłyszałem jednak kilka głosów krytycznych i przy porannej kawie z kolegą dokonaliśmy rozbioru tego pomysłu.

Zgoda, szczególnie w Warszawie takie tablice mogą budzić kontrowersje. Skojarzenie jest oczywiste, choć nie podejrzewam, by to właśnie ono przyświecało autorom ogólnoświatowej kampanii. A gdyby nawet? Xbox to produkt adresowany przede wszystkim do ludzi młodych i bardzo młodych - i jeśli uznamy, że autorzy wśród takich osób szukali tych skojarzeń, to chyba dobry znak? Przecież marketing to chłodna kalkulacja - grunt musiał być podatny. Ale bardziej prawdopodobne jest, że próbowali zagrać na sprawach uniwersalnych i warszawskie skojarzenia wyszły im mimochodem (choć chciałbym wiedzieć, czy wiszą też w Londynie, Dreźnie i Hiroszimie). Nie wpadajmy więc w paranoję, nie pomstujmy - raczej zastanówmy się czy na fali tych uniwersalnych skojarzeń nie powinniśmy z pomocą gier (lub raczej filmów) opowiadać o naszej historii - ciągle do tego wracam, bo nie mogę przeboleć, że taki film nie powstał. Całkiem niedawno przeczytałem - po raz pierwszy na raz, od deski do deski, a nie we fragmentach - "Kuriera z Warszawy" czyli wspomnienia Jana Nowka Jeziorańskiego i wciąż powtarzam, że jest to gotowy wręcz scenariusz, przy którym chowa się każdy film o Bournie lub Bondzie. Zresztą film na podstawie "Halo" ma powstać film - pierwsze przymiarki też robią wrażenie:


A wracając do samej kampanii. Podoba mi się, gdy w miejskiej przestrzeni dzieją się rzeczy, które wyrywają z codziennej rutyny i to bez względu, czy są to działania artystyczne (jak Palma czy Dotleniacz Joanny Rajkowskiej, by przykładów nie szukać daleko - te akurat wywołały bardzo ostre i bardzo różnorodne reakcje), "partyzanckie" (jak graffiti czy vlepki - oczywiście w pewnych granicach), czy też właśnie reklamowe. Wiem, że pisząc o tym niejako realizuję strategię marketingową twórców gry, którzy pewnie na to właśnie liczą (Jak zrobimy tablice, to Roody na pewno skomentuje na blogu - huehue), ale jeśli nawet jeden nastoletni łepek skojarzy sobie te tablice z tymi prawdziwymi, to jakiś pożytek z tego będzie. Już samo to, że o tych elementach się dyskutuje, jest pożyteczne, jeden na iluś wyrobi sobie może namiastkę własnego zdania i to na koszt producenta gier, a nie państwa płacącego za znacznie nudniejszą billboardową kampanię uczącą patriotyzmu.

Oczywiście nie chciałbym, by rzeczy takie jak Powstanie Warszawskie, zostały rozmienione na drobne, a granica jest nawet nie tyle cienka, co po prostu trudna do wyznaczenia - dla jednych przesadą są już historyczne widowiska, dla innych formą oddawania szacunku może być paintballowa zabawa w Polaków i Niemców. Koncert hip-hopowy w muzeum wywołał zgorszenie z racji kilku mocnych słów ze sceny - a zespół Lao Che też nie przebierając w słowach, potrafił wręcz wzbudzić w widzach emocje, których sami się po sobie nie spodziewają.

Dla mnie zagrywka producentów gry jest do zaakceptowania, przetrawiam ją na swój sposób zerkając chwilę później na tablicę upamiętniającą prawdziwe wydarzenia, a dla innych może być obraźliwa. Najgorsi są ci, którzy przejdą obojętnie.

------------------------{ linki }------------------------
--------------------------------------------{ edit: 28.09.2007, 13:53 }--------------------------------------------

1 komentarz:

  1. choć chciałbym wiedzieć, czy wiszą też w Londynie, Dreźnie i Hiroszimie

    A w Breslau? Albo Berlinie? ;-)

    Tu jeszcze nie wiszą. A może wiszą, ale nie zauważyłem bo ostatnio poruszam się po mieście tylko bajkiem. Jakbym zauważył, to dam znać.

    OdpowiedzUsuń

©
Jeśli chcesz wykorzystać jakiś materiał z tej strony, pamiętaj o podaniu źródła.
--
Obrazek Małego Powstańca na deskorolce autorstwa Jerzego Woszczyńskiego wykorzystałem dzięki uprzejmości autora.
--
Szablon: Denim by Darren Delaye.